Za zimą nie przepadam ale to co się dzieje od wczoraj to mały kataklizm. Wiało w nocy a właściwie nad ranem strasznie. Wycie wiatru jest przeraźliwe, potem z dwie godzinki nawet wychodziło słoneczko ale to tak dla zmyłki. Jak zaczęło wiać to wieje do tej pory. Nie mamy jednej fazy, zgaduj zgadula co działa dobrze ,że mamy przedłużacze. Świece stoją wszędzie, pali się w kominku wydawało by się, że jest romantycznie ale to pozory.
Cała jestem nerwowa bo poderwało mi w ogrodzie stary, piękny i olbrzymi jałowiec. Małżonek ratował go, poprzywiązywał go do powbijanych pali ale myślę,że poleci.
Parę zdjęć z ranka to ta piękna strona zimy:
Ptaszki oswoiły się z domkiem i podjadają ziarenka na całego
To zdjęcie robiłam z domu, nie miałam jeszcze odwagi wyjść na dwór. Mam nadzieję ,że jutrzejszy dzień będzie spokojniejszy. Pozdrawiam mikołajkowo aby do wiosny.